czwartek, 28 czerwca 2012

Chcesz zrobić kompresor?. No to do roboty.

Co trzeba wiedzieć i jak się do tego zabrać? Możesz polegać na tym, co w tym i w następnych opisach przeczytasz, lub wymyślić własną teorię budowy kompresora, który już pewnie kiedyś miałeś zamiar zrobić, ale, albo nie wyszło, bo chciałeś go zrobić szybko i brakło pomysłów na dokończenie, albo po prostu w twoim projekcie, synchronizacja w działaniu, użytych podzespołów, daleka była od tego, co miało przynieść Tobie i twojemu dziełu, słów uznania kolegów po fachu, oraz euforii zachwytów i pochwał pod Twoim adresem, typu „to jest dopiero fachura”. Nie należy się zniechęcać, jeżeli chce się coś zrobić, to czy wcześniej, czy później, na pewno dopnie się swego, lecz bez koncepcji, bez jakiej takiej wiedzy i co najważniejsze, bez pasji, zawsze to, co zrobisz, nie do końca będzie cię satysfakcjonowało, bo napewno zostanie coś, co zrobiłbyś inaczej, ale nie da się, bo musiałbyś zmieniać cały projekt. To nic straconego, zawsze jest motywacja do budowy, następnego, coraz lepszego i bardziej dopracowanego projektu.
Poniżej zamieszczam kilka zdjęć kompresorów, które powstały od 1985 roku. Są to kompresorki i kompresory, do różnych celów.


Każdy z użytkowników tych urządzeń, miał inne wymagania, związane bezpośrednio z wykonywanymi przez siebie pracami. W większości, przeważali, mechanicy, lakiernicy i wulkanizatorzy, dla których kompresor, „najlepiej jakby był do wszystkiego po trochu”, jest przecież tylko urządzeniem do sprężania powietrza, „im więcej tym lepiej”, a już szczytem marzeń byłoby, jak będzie „dawał 10 atmosfer i da się robić we dwóch, a najlepiej we trzech naraz”. Wiadomo, że, ten, co ma zrobić taki kompresor, ma niezły dylemat, żeby pogodzić te wszystkie wymagania, z kosztami, które, jak zwykle bywa na koniec, przy odbiorze, potrafią osłabić szczęśliwego posiadacza wymarzonego urządzenia, mimo że, wszystko było wcześniej wyliczone i uzgodnione, ale w jego mniemaniu, trzeba spróbować jeszcze coś urwać, krakowskim targiem, jakby kupował konia. Przeważnie godząc się na lekką korektę ceny końcowej, z resztą branej pod uwagę, w przypadku ludzi interesu, widzi się w oczach klienta, niezmierną wdzięczność i zadowolenie, co jest, chyba, najlepszym efektem końcowym. Wyznaję od lat zasadę, „kto się boi straty, ten nie będzie miał zysku”, która przekłada się na inne korzyści, nie koniecznie od razu finansowe, ale płynące z napływu nowych klientów z nowymi zamówieniami, którzy, gdzieś tam słyszeli od innych, że zawsze można się dogadać. Oczywiście jakość wykonywanych urządzeń, musi być zgodna, z oczekiwaniami przyszłego użytkownika i z własnym sumieniem, to nie podlega dyskusji. Nie można bazować na czyjejś niewiedzy, próbując przeszmuglować jakąś niedoróbkę, bo to, na pewno, odbije się w późniejszym czasie i niestety trzeba by było, mało, że poprawiać za darmo, „to świecić oczami i czuć się jak zbity pies”, a do tego, utracić zaufanie i wyrobioną markę, na którą pracowało się długie lata. Łatwo jest stracić wyrobioną dobrą opinię, lecz aby ją odzyskać, to już nie jest takie proste. Morał z tego jest taki, buduj urządzenia, jeżeli jesteś pewny tego, że to, co zrobiłeś jest w 100%-tach, dopracowane, przetestowane i możesz z czystym sumieniem, komuś oddać to do użytku, rozpatruj bezwzględnie wszystkie informacje, jakie przekazuje ci przyszły użytkownik, po to, aby określić, jaki sprzęt będzie dla niego w pełni wystarczający do prac, do których ma zamiar go wykorzystywać i żeby był z niego zadowolony, a nie był dla niego utrapieniem. Często trzeba myśleć za klienta, bo on ma prawo, nie znać się na tym, jakie parametry powinno mieć takie urządzenie. Na koniec zasada, która gwarantuje, że w każdym przypadku zachowasz dobre imię. Bez względu na to, z jakiego powodu powstała usterka, usuń ją bez zbędnych komentarzy, zdiagnozuj, co było przyczyną, bo, być może, że coś nie przewidziałeś i to właśnie spowodowało awarię, poza tym, nawet, jeżeli wynikła z winy użytkownika, a od ręki usuniesz ją i spokojnie, grzecznie poinformujesz go, co było przyczyną, na pewno związane z tym, poniesione koszty zwróci, a ty zachowasz dobre imię. Wiem, że to jest trochę jak, prawienie morałów, ale to są realia i odstępstwa od którejkolwiek z tych prostych zasad, powodują częste konflikty, które nie wpływają pozytywnie na wizerunek, a już na pewno na posiadaną wiedzę. Robiąc kompresor dla siebie, ma się pewnego rodzaju luz, dzięki czemu, można zastosować wiele części używanych, uprzednio zregenerowanych, co w dużym stopniu obniża koszty takiego projektu i co ważne, nikt, w razie awarii, nie będzie miał pretensji, poza samym sobą, kiedy przyjdzie drugi raz zapłacić za części, nienadające się do naprawy. Nie ma co, zabardzo się przyzwyczajać do praktyk typu, „a nawali, to się wymieni”, bo jeżeli z góry zakłada się takie podejście do budowy maszyn, obojętnie, sobie czy komuś, to wierzcie mi, długo by trzeba było czekać na jakiekolwiek zlecenie naprawy, czy zamówienie, nawet od kolegi, chociaż by miał podobne poglądy na sprawy techniczne. Trzeba się zastanowić, do jakich prac potrzebujesz kompresor, nie należy patrzyć na to, że ma dawać 10, czy tam 15 bar, ale jaką będzie musiał mieć wydajność, żeby przy jego użyciu, wykonywać z powodzeniem, z góry określone prace, to są podstawowe parametry, dzięki którym, możesz wybrać podzespoły do budowy kompresora na bazie sprężarki tłokowej. Ktoś, kto przeczyta ten wpis, może, oczywiście jak zechce, potraktować to jako wstęp, do kolejnych artykułów, dotyczących budowy kompresora w własnym zakresie. Postaram się przedstawić na zdjęciach, z dokładnymi opisami, budowę kompresora w moim wykonaniu, być może zawarte w kolejnych artykułach porady i wskazówki, okażą się w czymkolwiek przydatne tobie lub twoim znajomym, jeżeli tak, to chętnie poznam wasze opinie, sugestie i komentarze, dotyczące tego lub podobnego tematu.